Mirosław Konarowski to postać, która na stałe wpisała się w historię polskiego kina dzięki kultowej roli w „Jeziorze osobliwości” i „Con amore”. Za fasadą ekranowego amanta kryło się jednak życie pełne trudnych doświadczeń, miłosnych rozczarowań i walki o własne szczęście. Aktor, który w młodości zawracał w głowach milionom kobiet, prywatnie mierzył się z wyzwaniami, które ukształtowały jego charakterystyczną, wyciszoną osobowość.
Dziś, w wieku 73 lat, Mirosław Konarowski rzadko pojawia się w mediach, a jego życie prywatne pozostaje w cieniu córek – Marii i Hanny, które kontynuują rodzinną tradycję aktorską. To właśnie relacje rodzinne stały się dla niego największą wartością i źródłem siły w najtrudniejszych momentach.
Dzieciństwo, które zostawiło ślad
Mirosław Konarowski przyszedł na świat w 1952 roku w Warszawie, w okresie powojennej biedy. Od najmłodszych lat musiał liczyć wyłącznie na siebie – jego matka zmagała się z chorobą alkoholową, co doprowadziło do rozwodu rodziców i rozpadu rodziny. Mimo braku wsparcia najbliższych, młody Mirosław walczył o swój rozwój – dużo czytał i interesował się teatrem.
Ukończył prestiżowe VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana w Warszawie w 1971 roku. Droga do wymarzonego zawodu nie była jednak prosta. Podczas pierwszego podejścia do szkoły teatralnej został odrzucony – miał wadę dykcji i po prostu źle mówił. Przez dwa lata chodził do logopedy i wytrwale składał papiery do wszystkich szkół teatralnych w kraju – w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Za trzecim razem zdał do warszawskiej PWST.
Mimo niepowodzeń nie załamał się, co zawdzięczał zarówno własnej ambicji, jak i zarozumiałości. Wierzył w siebie i przyzwyczaił się do myśli, że musi być aktorem.
To trudne dzieciństwo ukształtowało w Konarowskim potrzebę stabilności i rodzinnego ciepła, której będzie poszukiwał przez całe życie.
Pierwsze miłości i studenckie zawirowania
W szkole teatralnej wpadła mu w oko Barbara Rabczak, przyszła gwiazda serialu „Klan”, która również zwróciła na niego uwagę, choć o jej względy zabiegał też Jacek Bursztynowicz. Podczas zagranicznego wyjazdu studenckiego Barbara dała się uwieść Mirosławowi, ale ich romans przerwała nagła choroba aktorki. Gdy wróciła do kraju na leczenie, zaopiekował się nią Bursztynowicz, który wkrótce poprosił ją o rękę, a Konarowski musiał pogodzić się z miłosną porażką.
To rozstanie bardzo go zabolało. Nikt nie wiedział, że 24-letni wówczas Mirosław Konarowski bardzo cierpiał z powodu rozstania z Barbarą Bursztynowicz, w której był do szaleństwa zakochany. Młody aktor musiał patrzeć, jak jego wielka miłość buduje życie z kimś innym.
Joanna Szczepkowska – wielka miłość, która nie przetrwała
Po raz pierwszy spotkali się na planie filmu „Con amore” w 1975 roku, ale wtedy między nimi jeszcze nie zaiskrzyło – nie zamienili ze sobą chyba ani jednego zdania. Szczepkowska wspominała: „Mirek był bywalcem bankietowym, typowym amantem, pięknym okularnikiem. Dziewczyny za nim szalały, ale inne zupełnie dziewczyny”.
Miłość połączyła ich pod koniec 1978 roku, gdy przypadkiem spotkali się u wspólnych znajomych. Była to wielka miłość, choć trochę zaskakująca, bo zupełnie nie pasowali do siebie. W 1979 roku wzięli ślub, w 1980 roku urodziła się ich córka Maria, a w 1983 – Hanna.
Po wybuchu stanu wojennego kariery filmowe obojga zwolniły – Konarowski wraz z żoną bojkotował radio oraz telewizję i zniknął z ekranu. Razem z Joanną Szczepkowską przystąpił do bojkotu radia i telewizji, na kilka lat zniknął z ekranów. Poświęcił się pracy w teatrze i w warszawskiej PWST, gdzie był wykładowcą.
Rozpad małżeństwa i wygnanie do Poznania
Pobrali się oboje z ogromnej potrzeby rodzinnego życia. Po dziesięciu latach silnie czuli, że mają zupełnie inne potrzeby, inne marzenia, a siły do wspólnego życia po prostu się wyczerpały. Przez długi czas wydawali się szczęśliwą rodziną, ale stopniowo drogi pary zaczęły się rozchodzić. Szczepkowska robiła karierę, a Konarowski nie miał ciekawych propozycji i coraz częściej musiał się zadowalać rolą „męża swojej żony”.
Po pewnym czasie w małżeństwie aktorów zaczęły pojawiać się problemy, których nie udało się rozwiązać. Aktor spakował swoje walizki i przeprowadził się do Poznania. Na początku lat 90. Mirosław Konarowski i Joanna Szczepkowska rozwiedli się. Dla aktora nastał trudny czas – jego matka umierała, nie mógł znaleźć pracy w zawodzie.
Podobno role w teatrach warszawskich zablokował mu teść Andrzej Szczepkowski – aktor, żeby się utrzymać, handlował kosmetykami.
Dopóki Andrzej Szczepkowski żył, Konarowski nie miał szans na angaż w stolicy. Spędził na wygnaniu prawie dekadę. Cała Warszawa plotkowała, że zmusił go do tego teść, były prezes ZASP-u, który został akurat senatorem i rzekomo wykorzystał swoje znajomości, by zablokować karierę byłego zięcia w Warszawie. Sam aktor nigdy nie potwierdził tych doniesień, ale faktem jest, że lata w Poznaniu były dla niego okresem zawodowej stagnacji.
Nowa miłość i kolejne rozczarowanie
Z czasem przeniósł się do Teatru Nowego w Poznaniu, tam próbował odbudować swoje życie. I wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze – zakochał się w dużo młodszej studentce historii sztuki i planował życie u jej boku. Pracując w Poznaniu, Mirosław Konarowski poznał Annę Sobecką – studentkę historii sztuki, która była od niego młodsza o 25 lat. Duża różnica wieku nie przeszkodziła im jednak w zbudowaniu stabilnej relacji.
Kiedy Konarowski zaczął wierzyć w to, że w końcu uda mu się ułożyć życie, jego ukochana wyjechała na stypendium za granicę i całkowicie zerwała z nim kontakt. Aktor po raz kolejny został sam i załamał się, zaczął szukać pocieszenia w alkoholu. Kobieta, którą nazywał żoną, zostawiła go i wyjechała za granicę. Aktor wpadł w depresję. Najpierw żona zażądała od niego rozwodu, teraz ukochana porzuciła go praktycznie bez słowa. Zaczął pić.
To był jeden z najtrudniejszych momentów w życiu Mirosława Konarowskiego. Stracił wiarę w siebie, nie widział perspektyw zawodowych, a kolejne rozczarowanie miłosne pchnęło go w głęboki kryzys.
Córki, które uratowały ojca
Zawsze miał dobry kontakt z córkami. Dlatego, gdy okazało się, że starsza Maria sprawia kłopoty wychowawcze, wrócił do Warszawy, aby być blisko córki. Z depresji wyciągnęły go córki. Wtedy pomogła mu dorosła już córka.
Mirosław Konarowski ma bardzo dobre relacje z córkami, a przede wszystkim ze starszą Marią, dzisiaj 44-letnią psycholożką z wykształcenia i aktorką z zawodu. Pomogła mu, kiedy miał problemy ze sobą, z chorobą i nałogiem. Maria Konarowska studiowała psychologię w renomowanej Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.
Gdy tylko trzeba komuś pomóc, ona to robi – mówił aktor o Marii. Pomogła mu swoją obecnością, kiedy przeżywał trudne chwile związane z małżeństwem.
Dla córek zawsze był autorytetem. Maria Konarowska wspomina, że spędzał z nią i jej siostrą Hanną mnóstwo czasu, cierpliwie uczył je jeździć na rowerze, a wakacje, na które je zabierał, były najpiękniejszymi w jej życiu. To właśnie ta relacja z córkami stała się dla Konarowskiego najważniejszym źródłem sensu życia.
Dumny ojciec i dziadek
Z chęcią ustąpił pola swoim dwóm córkom, Marii i Hannie, które poszły w ślady rodziców. Popularność przyniosła Marii tytułowa rola w serialu „Kopciuszek”, grała także w „Pierwszej miłości”, „Komisarzu Alexie”, „Na Wspólnej”, w „Pitbullu”. Współprowadzi popularny program „Galileo”.
Choć obie córki twierdzą, że „najczęściej jest tak, że mama chwali, a tata gani”, Konarowski nie kryje, że jest ze swoich dzieci niezwykle dumny. Pytany, z czego jest najbardziej dumny, bez wahania mówi, że dumą zawsze napawało go i wciąż napawa bycie ojcem.
Siedem lat temu Mirosław został szczęśliwym dziadkiem Zosi, córki Hanny, a kilka dni temu córka urodziła mu drugą wnuczkę. Maria Konarowska była przez kilka lat w szczęśliwym związku z partnerem Oktawianem, ojcem ich 5-letniej dzisiaj córki Gai. Rola dziadka przyniosła Konarowskiemu nową jakość życia i radość z obserwowania, jak rodzina się rozrasta.
Plotki, przyjaźnie i życie z dala od fleszy
Joanna Trzepiecińska zdobyła serca polskich telewidzów jako Alutka Kossoń w „Rodzinie zastępczej”, jednak serce Mirosława Konarowskiego skradła podczas przygotowań do „Dobrze zaplanowanego zbiegu okoliczności”. Premiera spektaklu odbyła się 26 stycznia 2011 roku w warszawskim teatrze „Praga”.
Aktorzy zaprzyjaźnili się i deklarowali, że ich uczucia są platoniczne, jednak plotki o ich domniemanym związku nie znikały z mediów przez długi czas, szczególnie gdy po miesiącach wystawiania spektaklu wybrali się na wspólne wakacje we Włoszech. Aktor nie odniósł jednak sukcesu w zdobyciu serca koleżanki. Gdy spektakl przestano wystawiać, ich drogi więcej się już nie skrzyżowały.
Na imprezach branżowych pojawia się rzadko, a jego nazwisko praktycznie nie gości w tabloidach. Mirosław Konarowski świadomie wybrał życie z dala od medialnego rozgłosu, koncentrując się na pracy teatralnej i relacjach z najbliższymi.
Powrót do Warszawy i odbudowa kariery
Po powrocie do stolicy dostał pracę w Teatrze Narodowym. Zaczął też częściej pojawiać się na ekranach – zagrał między innymi w „Komisarzu Aleksie”, „Pierwszej miłości”, „M jak miłość” oraz w „Ranczu”. W serialu TVP2 „Na dobre i na złe” zagrał prokuratora Guzikiewicza.
Po powrocie do Warszawy Mirosław Konarowski próbował odbudować karierę, ale wiedział, że najlepsze lata ma już za sobą i w niczym już nie przypomina „pięknego okularnika”, w którym kochały się kiedyś wszystkie Polki. Mimo to nie poddał się i systematycznie budował swoją pozycję jako charakterystyczny aktor teatralny i serialowy.
Filozofia życia i nadzieja na przyszłość
Mirosław Konarowski nie miał szczęścia do kobiet „swojego życia” – żona zażądała rozwodu, a kolejna ukochana odeszła bez słowa. Przez lata walczył z depresją, ale wierzy, że zły los się odwróci.
Nie wierzę w jedyne i niepowtarzalne szanse. Gdybym tak myślał, zrezygnowałbym ze studiów aktorskich już po pierwszej nieudanej próbie. Zawsze istnieją kolejne szanse.
Ta życiowa filozofia pozwoliła Konarowskiemu przetrwać najtrudniejsze chwile. Człowiek, który w młodości musiał walczyć o prawo do wymarzonego zawodu, potem zmagał się z miłosnymi rozczarowaniami i zawodowymi przeciwnościami, nigdy nie stracił wiary w to, że życie może się zmienić na lepsze.
Dziś Mirosław Konarowski to przede wszystkim dumny ojciec i dziadek, który odnalazł spokój w relacjach rodzinnych. Choć media rzadko o nim piszą, a on sam unika rozgłosu, jego historia pokazuje, że prawdziwe zwycięstwo nie polega na medialnej sławie, ale na budowaniu autentycznych więzi z najbliższymi. W wieku 73 lat aktor może patrzeć na swoje życie z perspektywy człowieka, który przeszedł przez wiele, ale ostatecznie znalazł to, czego szukał od zawsze – rodzinne ciepło i akceptację.
