Ból psychogenny to jeden z tych tematów, które łatwo zbyć wzruszeniem ramion: „to tylko nerwy”. Tymczasem dla osób, które go doświadczają, jest jak realne kalectwo – ogranicza sprawność, pracę, relacje. Problem polega na tym, że medycyna ciała i medycyna psychiki często rozmawiają o nim innymi językami. W efekcie pacjent latami krąży między specjalistami, słysząc raz: „wszystko w normie”, a raz: „to w głowie”.

Analiza bólu psychogennego wymaga przyjęcia niewygodnej perspektywy: ból może być prawdziwy, choć jego główne źródło nie leży w tkankach, tylko w psychice. I właśnie ta sprzeczność – realność objawu przy braku „widocznej” przyczyny – generuje najwięcej nieporozumień.

Czym jest ból psychogenny i jak go odróżnić od „somatycznego”

Pod pojęciem bólu psychogennego rozumie się dolegliwości bólowe, w których kluczową rolę odgrywają czynniki psychiczne: stres, emocje, traumy, sposób przeżywania i interpretowania sygnałów z ciała. Nie oznacza to, że „nic się nie dzieje” w organizmie. Dzieje się bardzo dużo – tyle że na poziomie procesów nerwowych, hormonalnych i poznawczych, a nie w postaci np. złamania czy stanu zapalnego.

Kluczowa różnica nie polega więc na tym, czy ból jest „prawdziwy” (bo jest), tylko gdzie leży główne źródło problemu. W bólu somatycznym główna przyczyna jest uchwytna w badaniach (uraz, guz, zapalenie). W bólu psychogennym – zwykle nie, albo jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do natężenia dolegliwości.

Typowe cechy, które skłaniają lekarzy do podejrzenia tła psychogennego, to m.in.:

  • długotrwały ból bez jasnego wyjaśnienia w badaniach obrazowych i laboratoryjnych,
  • bóle „wędrujące”, zmieniające lokalizację lub charakter,
  • wyraźny związek nasilania się bólu z sytuacjami stresowymi lub konfliktowymi,
  • nieadekwatność pomiędzy obrazem klinicznym a wynikami badań (np. minimalne zmiany w kręgosłupie przy ogromnym cierpieniu).

Jednocześnie nie ma prostego testu, który „udowodni”, że ból jest psychogenny. W praktyce rozpoznanie opiera się na wykluczeniu poważnych przyczyn somatycznych oraz analizie funkcjonowania psychicznego danej osoby. To źródło napięć – część pacjentów odbiera stwierdzenie „psychogenny” jako sugestię, że symuluje lub przesadza.

Ból psychogenny nie oznacza „udawanego bólu”. Oznacza ból, w którym psychika stała się głównym „wzmacniaczem” i podtrzymującym objaw czynnikiem – często poza świadomością osoby, która cierpi.

Mechanizmy i przyczyny: co „produkuje” ból psychogenny

Rozumienie bólu psychogennego przesuwa się obecnie od prostego przeciwstawienia „ciało vs psychika” w stronę modelu biopsychospołecznego. Oznacza to, że czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne wzajemnie się wzmacniają, tworząc błędne koło.

Rola stresu i układu nerwowego

Przewlekły stres aktywuje układ współczulny i oś podwzgórze–przysadka–nadnercza. W krótkiej perspektywie pomaga to przetrwać, w długiej – „rozregulowuje” próg odczuwania bólu. Neurony odpowiedzialne za przetwarzanie bodźców stają się bardziej pobudliwe, co prowadzi do zjawiska nazywanego scentralizowaniem bólu. Sygnały, które wcześniej nie były interpretowane jako bolesne, zaczynają być tak odczuwane.

Dodatkowo mózg, bombardowany sygnałami o napięciu i dyskomforcie, tworzy swoistą „mapę bólu”. Jeżeli ból przez dłuższy czas pojawia się w określonym miejscu (np. w okolicy kręgosłupa lędźwiowego), mózg zaczyna szybciej i chętniej „odpalać” ten schemat, nawet przy niewielkich bodźcach lub wyłącznie pod wpływem lęku oczekiwania bólu.

Wcześniejsze doświadczenia, osobowość, kontekst życiowy

W etiologii bólu psychogennego znaczenie mają także doświadczenia z przeszłości. Przemoc fizyczna, zaniedbanie, choroba przewlekła w dzieciństwie czy dorastanie w środowisku, gdzie objawy somatyczne były jedynym akceptowanym sposobem wyrażania cierpienia – wszystkie te czynniki mogą ukształtować sposób, w jaki organizm radzi sobie z emocjami w dorosłości.

Do częstszych „współuczestników” bólu psychogennego należą:

  • zaburzenia lękowe i depresyjne,
  • cechy osobowościowe związane z perfekcjonizmem, tłumieniem złości, wysoką odpowiedzialnością za innych,
  • przewlekłe obciążenia: opieka nad chorym członkiem rodziny, praca pod dużą presją, przemoc w związku, ubóstwo.

Nie chodzi o prosty schemat „stres = ból”, lecz o to, że ból staje się fizycznym językiem przeciążonej psychiki. Dla otoczenia bywa bardziej „zrozumiały” niż komunikaty o smutku czy lęku. Dla samej osoby – bywa jedyną „legalną” formą prośby o pomoc, zwolnienie z nadmiaru obowiązków czy wycofanie się z sytuacji nie do wytrzymania.

Diagnostyka: między nadmiernym „psychologizowaniem” a medykalizacją

Rozpoznawanie bólu psychogennego to balansowanie na wąskiej linie. Z jednej strony istnieje ryzyko zbyt szybkiego zaszufladkowania pacjenta jako „psychicznego”, gdy badania jeszcze nie zostały wyczerpująco przeprowadzone. Z drugiej – równie realne jest niekończące się poszukiwanie „idealnego badania”, które wreszcie pokaże „coś namacalnego”.

W praktyce diagnostyka powinna uwzględniać kilka poziomów:

  1. Wykluczenie poważnych przyczyn somatycznych – badania obrazowe, laboratoryjne, konsultacje specjalistyczne odpowiednie do lokalizacji bólu (neurolog, ortopeda, gastrolog itp.).
  2. Uważna analiza przebiegu objawów – kiedy ból się pojawił, co go nasila, czy koreluje z wydarzeniami życiowymi, jak wpływa na aktywność, sen, relacje.
  3. Ocena stanu psychicznego – obecność objawów lękowych, depresyjnych, PTSD, zaburzeń osobowości, problemów w relacjach.

Pułapką bywa zarówno minimalizowanie objawów („wyniki w normie, więc proszę się nie przejmować”), jak i niekończące się „dokładanie” kolejnych badań bez refleksji nad rolą czynników psychicznych.

Informacja „ból ma podłoże psychogenne” nie powinna być punktem końcowym, ale początkiem innego rodzaju pracy diagnostycznej i terapeutycznej – z udziałem psychologa lub psychiatry, a nie tylko kolejnej serii badań krwi.

Przy uporczywych dolegliwościach bólowych, zwłaszcza gdy pojawiają się dodatkowo objawy takie jak utrata masy ciała, gorączka, zaburzenia neurologiczne, krwawienia czy nagła zmiana charakteru bólu, konieczna jest pilna konsultacja lekarska. Nawet jeśli podejrzewa się komponentę psychiczną, nowe lub nietypowe objawy zawsze wymagają ponownej oceny.

Leczenie bólu psychogennego: możliwe ścieżki i ich ograniczenia

Leczenie bólu psychogennego jest trudne z dwóch powodów. Po pierwsze – rzadko działa „jedna tabletka na wszystko”. Po drugie – wymaga zmiany sposobu myślenia o własnym ciele i emocjach, co nie następuje z dnia na dzień. Mimo to istnieje kilka rozsądnych ścieżek postępowania, które warto zestawić z perspektywą ich mocnych i słabych stron.

Podejścia psychoterapeutyczne

Psychoterapia nie jest „ostatnią deską ratunku”, gdy medycyna „zawiedzie”, lecz jednym z kluczowych narzędzi pracy z bólem psychogennym. Różne szkoły skupiają się na odmiennych aspektach problemu:

Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) koncentruje się na tym, jak myśli, przekonania i zachowania wpływają na odczuwanie bólu. Przykładem może być błędne koło: „jeśli coś zaboli, na pewno mam coś poważnego” → lęk → napięcie mięśni → nasilenie bólu → utwierdzenie się w przekonaniu o chorobie. Praca polega na identyfikacji i modyfikacji takich schematów.

Terapie skoncentrowane na emocjach i doświadczeniu (np. podejścia psychodynamiczne, terapia schematu) zwracają większą uwagę na historię życia, nieprzepracowane konflikty, sposób regulowania złości, smutku czy wstydu. W tym ujęciu ból bywa traktowany jako kompromis między zakazem wyrażania pewnych uczuć a potrzebą dania im jakiejś formy ujścia.

Zaletą terapii jest szansa na zmianę głębszych wzorców funkcjonowania i trwałe obniżenie podatności na przewlekły ból. Ograniczeniem – czas i wysiłek, jakie trzeba włożyć w proces, a także fakt, że przy silnym bólu często konieczne jest jednoczesne wsparcie farmakologiczne, aby w ogóle móc z tej pracy skorzystać.

Farmakoterapia i metody wspomagające

Wbrew obiegowej opinii leczenie farmakologiczne przy bólu psychogennym nie ogranicza się do „tabletek przeciwbólowych”. Wręcz przeciwnie – klasyczne leki przeciwbólowe często działają słabo, jeśli nie towarzyszy im praca nad psychicznym komponentem bólu.

W praktyce stosuje się często:

  • leki przeciwdepresyjne (np. z grupy SNRI, TLPD), które oprócz wpływu na nastrój modulują przekaźnictwo w drogach bólowych,
  • leki przeciwlękowe (z ostrożnością, ze względu na ryzyko uzależnienia przy części z nich),
  • nieopioidowe leki przeciwbólowe w krótkich cyklach, głównie jako wsparcie w okresach zaostrzeń,
  • w wybranych przypadkach – leczenie ukierunkowane na współistniejące zaburzenia snu, ponieważ niewyspanie dodatkowo nasila percepcję bólu.

Istotne miejsce zajmują także metody niefarmakologiczne: fizjoterapia, ćwiczenia relaksacyjne, techniki uważności (mindfulness), łagodna aktywność fizyczna. Nie chodzi o „wmawianie sobie”, że bólu nie ma, lecz o realne obniżanie napięcia mięśniowego, poprawę krążenia i uspokojenie układu nerwowego.

Problem pojawia się wtedy, gdy jeden rodzaj pomocy jest fetyszyzowany jako „jedyna właściwa droga”. Wyłącznie farmakologiczne podejście może utrwalać przekonanie, że ciało jest „zepsute” i trzeba je tylko „naprawić tabletką”. Z kolei przesadne psychologizowanie bólu („wystarczy zmienić myślenie”) bywa odbierane jako lekceważenie realnego cierpienia.

Konsekwencje zignorowania bólu psychogennego i praktyczne rekomendacje

Nieadresowany ból psychogenny rzadko „znika sam z siebie”. Częściej ulega utrwaleniu – zarówno w układzie nerwowym, jak i w życiu danej osoby. Może prowadzić do rezygnacji z pracy, wycofania społecznego, konfliktów rodzinnych („ciągle coś ci dolega”), nadużywania leków czy alkoholu w celu chwilowej ulgi.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia konsekwencją bywa wieloletnie, kosztowne leczenie, kolejne konsultacje, badania i zabiegi, które nie przynoszą trwałego efektu, bo pomijają główny mechanizm podtrzymujący ból.

Racjonalne podejście do bólu psychogennego może opierać się na kilku zasadach:

  • Dwutorowość – jednoczesne dbanie o wykluczenie istotnych przyczyn somatycznych i otwartość na rolę czynników psychicznych, zamiast wyboru „albo–albo”.
  • Współpraca interdyscyplinarna – kontakt z lekarzem, ale także z psychologiem lub psychiatrą, zamiast ograniczania się do jednej perspektywy.
  • Aktywna rola osoby cierpiącej – stopniowe włączanie się w proces zdrowienia poprzez uczenie się technik radzenia sobie, ćwiczeń, pracy nad stresem, a nie wyłącznie oczekiwanie na „cudowny lek”.

Przy utrzymującym się bólu, zwłaszcza gdy towarzyszą mu objawy obniżonego nastroju, lęku, bezsenności czy myśli rezygnacyjnych, wskazana jest konsultacja z lekarzem, a w razie potrzeby – z psychiatrą lub psychoterapeutą. Profesjonalna pomoc nie jest przyznaniem się do „wymyślania choroby”, lecz próbą wykorzystania wiedzy o tym, jak ściśle splecione są ciało i psychika.

Uwzględnienie psychogennego wymiaru bólu nie odbiera mu realności. Przeciwnie – pozwala wreszcie potraktować go poważnie, zamiast bez końca szukać przyczyn tam, gdzie ich główne źródło po prostu się nie znajduje.

Pozostałe teksty w tej kategorii

Warto przeczytać