Polskie rajdy samochodowe miały swojego bohatera – człowieka, który na trasach oesu spisywał historię wielkimi literami, a poza nimi potrafił zjednać sobie każdego uśmiechem i życzliwością. Janusz Kulig, trzykrotny mistrz Polski w rajdach samochodowych, wicemistrz Europy i dwukrotny mistrz Europy Centralnej, zginął tragicznie 13 lutego 2004 roku na przejeździe kolejowym w Rzezawie. Miał zaledwie 35 lat i całe życie przed sobą. Jego śmierć wstrząsnęła całym środowiskiem rajdowym, a pamięć o nim trwa do dziś dzięki licznym inicjatywom i memoriałom. Historia Janusza Kuliga to opowieść o talencie, determinacji i człowieku, który nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi.

Początki kariery i droga do mistrzostwa

Janusz Kulig urodził się 19 października 1969 roku w małopolskim Łapanowie, niewielkiej miejscowości, która stała się punktem wyjścia do wielkiej kariery. Od początku lat 90. coraz mocniej angażował się w rajdy samochodowe, poświęcając im ogromną ilość czasu i energii. Każdy kolejny sezon przynosił mu doświadczenie i budował pozycję w stawce.

Rok 1996 okazał się przełomowy – wtedy połączył siły z pilotem Jarosławem Baranem. Ten duet miał zapisać się w historii polskich rajdów na dobre. Już rok później, w 1997, przyszedł pierwszy wielki sukces – Janusz Kulig zdobył mistrzostwo Polski w rajdach samochodowych. To był dopiero początek pasma sukcesów, które uczyniły z niego jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiego motorsportu.

W latach 1997-2001 Janusz Kulig trzy razy zdobył mistrzostwo Polski, a dwa razy był wicemistrzem

Lata 1998 i 1999 przyniosły tytuły wicemistrza Polski, ale Kulig nie zamierzał poprzestać na krajowych sukcesach. Jego ambicje sięgały znacznie dalej, a talent pozwalał realizować najbardziej śmiałe plany.

Dominacja na polskich trasach

Janusz Kulig wrócił po tytuł mistrza Polski w 2000 roku, a rok później powtórzył ten wyczyn. Trzykrotne mistrzostwo Polski (1997, 2000 i 2001) uczyniło z niego legendę polskich rajdów. Nie chodziło jednak tylko o tytuły – liczyły się także pojedyncze zwycięstwa, których nikt nie potrafił zdobywać z taką regularnością.

Na swoim koncie Janusz Kulig miał aż siedemnaście zwycięstw w eliminacjach mistrzostw Polski, co świadczyło o jego absolutnej dominacji na krajowej scenie. Wygrywał najważniejsze rajdy, pokonywał najlepszych rywali i robił to z klasą, która wyróżniała go na tle innych zawodników. Kibice wiedzieli, że gdy na trasie pojawia się auto Kuliga, mogą spodziewać się widowiska.

Jego styl jazdy łączył agresję z rozwagą, odwagę z kalkulacją. Potrafił wycisnąć z samochodu maksimum, ale nigdy nie przekraczał granicy rozsądku. To właśnie ta umiejętność balansowania na krawędzi czyniła go tak skutecznym i tak cenionym przez ekspertów.

Podbój międzynarodowej sceny

Sukces w Polsce to było za mało dla Janusza Kuliga. Jego wzrok skierował się na międzynarodowe areny, gdzie czekali znacznie silniejsi rywale i znacznie większe wyzwania. Kulig był dwukrotnym mistrzem Europy Centralnej (1998 i 1999), co pokazywało, że potrafi rywalizować z najlepszymi kierowcami z regionu.

W 2001 roku zdobył także tytuł mistrza Słowacji, potwierdzając swoją klasę poza granicami Polski. Ale prawdziwym zwieńczeniem jego międzynarodowej kariery był rok 2002, kiedy udało mu się sięgnąć po wicemistrzostwo Europy. To był ogromny sukces dla polskiego kierowcy, który pokazał, że stać go na walkę z europejską czołówką.

W trakcie kariery Janusz Kulig uczestniczył w jedenastu eliminacjach mistrzostw świata

Startował również w mistrzostwach świata, choć tam sukces przyszedł trudniej. Po raz ostatni wsiadł do rajdówki na Rajdzie Korsyki w 2003 roku. Nikt wtedy nie przypuszczał, że to będzie jego ostatni wyścig.

Człowiek wyjątkowy poza trasą

Janusz Kulig wyróżniał się nie tylko za kierownicą. W środowisku rajdowym, gdzie rywalizacja bywa bezwzględna, a ego kierowców często przesłania wszystko inne, był kimś zupełnie innym. Był osobą pogodną, która w kilka sekund potrafiła zjednać sobie każdego. Zawsze uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia.

„Gwiazda, która nie gwiazdorzyła”, mawiali o nim fani, przyjaciele i konkurenci. To określenie idealnie oddawało jego charakter. Mimo sukcesów i sławy pozostał człowiekiem skromnym, otwartym na innych i zawsze gotowym do pomocy.

Pomagał młodszym kolegom. Założył firmę Kulig Promotions, organizującą dla młodych kierowców samochody, sponsorów. To było coś wyjątkowego – mistrz, który zamiast skupiać się tylko na własnej karierze, pomagał innym spełniać ich rajdowe marzenia. Rozumiał, jak trudno jest młodym zawodnikom znaleźć wsparcie finansowe i techniczne, więc sam tworzył dla nich możliwości.

Jego życzliwość i chęć dzielenia się doświadczeniem sprawiały, że był powszechnie lubiany. Kibice cenili go nie tylko za sukcesy sportowe, ale przede wszystkim za to, kim był jako człowiek. Zawsze znajdował czas na rozmowę z fanami, chętnie rozdawał autografy i pozował do zdjęć.

Tragiczny wypadek w Rzezawie

13 lutego 2004 roku na przejeździe kolejowym w Rzezawie pod Bochnią zginął trzykrotny rajdowy mistrz Polski Janusz Kulig. Ten dzień na zawsze pozostanie czarną kartą w historii polskich rajdów. Do wypadku doszło około godziny 18:00, przy bardzo trudnych warunkach pogodowych – było już ciemno, a intensywny śnieg ograniczał widoczność.

Prowadzony przez Janusza Kuliga Fiat Stilo zderzył się z pociągiem pospiesznym „Ślązak” relacji Zielona Góra-Przemyśl. Na wypadek złożyła się słaba widoczność oraz błąd dróżniczki, która nie opuściła rogatek i nie uruchomiła sygnalizacji świetlnej. Mimo że kierowca poruszał się zgodnie z przepisami, nie miał żadnej szansy dostrzec zagrożenia – rogatki były podniesione, przez co nieświadomie wjechał wprost pod nadjeżdżający pociąg.

Janusz Kulig miał 35 lat w chwili śmierci

Gdy wyciągnięto Kuliga z samochodu, ten jeszcze żył. Trzykrotny rajdowy mistrz Polski zmarł na skutek odniesionych obrażeń. Służby ratunkowe walczyły o jego życie, ale obrażenia były zbyt poważne. Wiadomość o tragedii błyskawicznie obiegła środowisko rajdowe i wstrząsnęła całą Polską.

Rodzina i życie prywatne

Janusz Kulig pozostawił żonę i dwie córki. Tragedia była tym bardziej bolesna, że gdy rajdowiec zginął, jego żona była w ciąży z drugą córką. Pięć miesięcy później narodziła się druga córka – Julia, która nigdy nie poznała swojego ojca.

Starsza córka miała siedem lat, gdy straciła tatę. Wspomina wspólne podróże do Włoch, zapach energetyka, który ojciec zawsze otwierał podczas jazdy, i atmosferę wakacji. Te wspomnienia pozostały z nią na zawsze. Młodsza córka, Julia, według relacji rodziny, jest niezwykle podobna do ojca. Gdy raz założyła jego rajdową balaklawę, rodzina była w szoku – podobieństwo było uderzające.

Rodzice Janusza Kuliga wykazali się niezwykłą wielkością ducha. Wybaczyliśmy dróżniczce i nie mieliśmy zamiaru składać apelacji. Nawet o tym nie myśleliśmy, bo nic by nam to nie dało. Wiedzieliśmy, że i tak poniesie konsekwencje – powiedział ojciec Janusza, Jan Kulig. To wybaczenie miało wpływ na wyrok w sprawie.

Ojciec sportowca do dziś przejeżdża przez feralny przejazd, choć zawsze zatrzymuje się i rozgląda na wszystkie strony. Wspomina, że warunki tam się poprawiły, ale szkoda, że dopiero po tragedii.

Pamięć, która trwa

Niespełna rok po tragicznych wydarzeniach miejsce śmierci Janusza Kuliga zostało upamiętnione – przy przejeździe w Rzezawie stanął obelisk poświęcony wybitnemu sportowcowi z Łapanowa. Mimo upływu lat wciąż pojawiają się przy nim nowe znicze, zapalane zarówno przez mieszkańców Rzezawy, jak i miłośników rajdów.

Od 2007 roku organizowany jest Memoriał Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza. To impreza rajdowa, która upamiętnia dwóch znakomitych, tragicznie zmarłych kierowców rajdowych. Memoriał organizowany jest co roku na przełomie lutego i marca w Wieliczce. To wydarzenie przyciąga najlepszych polskich kierowców i tysiące kibiców, którzy chcą uczcić pamięć legend.

Pamięć o Januszu Kuligu trwa dzięki różnorodnym inicjatywom, takim jak Stowarzyszenie Pamięci Janusza Kuliga

W marcu 2019 roku Rada Gminy Gdów jednogłośnie podjęła decyzję o nadaniu imienia Janusza Kuliga dla ronda na ul. Łapanowskiej, które jest częścią drogi wojewódzkiej 966. Tą trasą przed laty codziennie jeździł w młodości Janusz, gdy pracował jako kierowca w rodzinnej firmie w Łapanowie. To symboliczne miejsce przypomina o jego korzeniach i drodze, którą przeszedł od zwykłego kierowcy do mistrza rajdowego.

Dziedzictwo mistrza

Janusz Kulig odszedł w szczytowym momencie kariery. Miał plany, nowe projekty, chciał dalej rozwijać młodych kierowców przez swoją firmę. Na sezon 2004 podpisał kontrakt na jazdę Fiatem Punto S1600, co miało otworzyć nowy rozdział w jego karierze. Los jednak zadecydował inaczej.

Jego śmierć była ogromną stratą dla polskich rajdów. Straciliśmy nie tylko wybitnego sportowca, ale przede wszystkim wspaniałego człowieka, który potrafił łączyć ludzi i inspirować kolejne pokolenia. Młodzi kierowcy tracili mentora, kibice – idola, rodzina – męża i ojca.

To, co po sobie zostawił, to nie tylko tytuły i trofea. To przede wszystkim przykład tego, jak być prawdziwym sportowcem – walczyć na trasie, ale pozostać człowiekiem poza nią. Pokazał, że można być mistrzem i gwiazdą, nie tracąc przy tym skromności i życzliwości dla innych.

Jego historia przypomina też o kruchości życia i o tym, jak ważne jest bezpieczeństwo na drogach. Tragedia w Rzezawie mogła zostać uniknięta, gdyby systemy zabezpieczeń działały prawidłowo. To bolesna lekcja, która kosztowała życie jednego z najlepszych polskich kierowców rajdowych.

Wspomnienia kolegów i kibiców

Środowisko rajdowe do dziś wspomina Janusza Kuliga z ogromnym szacunkiem i rozrzewnieniem. Ten wielki polski kierowca jak żaden inny, jeździł dla tysięcy bezimiennych kibiców, pragnących choć przez moment ujrzeć jego auto pędzące trasą oesu. I dla nich zawsze potrafił znaleźć choć chwilę, bo miał wielki dar pogodnego komunikowania się z ludźmi.

Ciężko utrzymać przyjaźń poza rywalizacją na trasie, a Janusz był fantastycznym kolegą – mówił Leszek Kuzaj, jeden z najlepszych polskich kierowców. Mało było w branży ludzi równie życzliwych. Te słowa pokazują, jak wyjątkową osobą był Kulig w świecie, gdzie konkurencja często zabija koleżeństwo.

Kibice do dziś pamiętają jego uśmiech, sposób bycia i podejście do ludzi. Nie był gwiazdą, która trzyma dystans – był jednym z nich, kimś dostępnym i autentycznym. To właśnie ta autentyczność sprawiała, że ludzie go kochali.

Lekcja życia i sportu

Historia Janusza Kuliga to opowieść o spełnianiu marzeń, ale też o tym, jak kruche może być życie. Chłopak z małego Łapanowa, który zaczynał jako kierowca w rodzinnej firmie, stał się legendą polskich rajdów. Pokazał, że przy odpowiedniej determinacji, talencie i ciężkiej pracy można osiągnąć wszystko.

Jego kariera to dowód na to, że polscy kierowcy mogą konkurować z najlepszymi w Europie. Wicemistrzostwo Europy, zwycięstwa w międzynarodowych rajdach, szacunek rywali – to wszystko budowało pozycję polskiego motorsportu na arenie międzynarodowej.

Ale równie ważna jak sportowe osiągnięcia była jego postawa życiowa. Pokazał, że sukces nie musi zmieniać człowieka, że można być mistrzem i pozostać skromnym, że warto pomagać innym i dzielić się tym, co się ma. Te wartości są ponadczasowe i warto je przekazywać kolejnym pokoleniom.

Janusz Kulig żył szybko, intensywnie i pełnią życia. Kochał rajdy, kochał prędkość, kochał emocje związane z jazdą na granicy możliwości. Ale nigdy nie zapominał o rodzinie, przyjaciołach i ludziach, którzy go wspierali. Ta równowaga między pasją a życiem osobistym czyniła go kompletnym człowiekiem.

Dziś, ponad dwadzieścia lat po tragedii, jego imię wciąż żyje. Młodzi kierowcy uczą się o jego osiągnięciach, kibice wspominają jego rajdy, a rodzina kultywuje pamięć o ukochanym mężu i ojcu. Obelisk w Rzezawie, rondo w Gdowie, coroczny memoriał – to wszystko sprawia, że Janusz Kulig pozostaje obecny w polskich rajdach, mimo że fizycznie odszedł przed laty.

Jego życie przerwała tragedia, ale pozostawił po sobie coś, czego nikt nie jest w stanie zabrać – wspomnienia, osiągnięcia i przykład tego, jak być prawdziwym mistrzem. Nie tylko na trasie rajdowej, ale przede wszystkim w życiu. To właśnie ta lekcja jest najważniejszym dziedzictwem, jakie po sobie zostawił.

Pozostałe teksty w tej kategorii

Warto przeczytać